Dior Homme

Jakiś czas temu pokusiłem się o recenzję Dior Homme, która wzburzyła wielu moich czytelników. Dostawałem na maila i w komentarzach obelgi, a czasem wręcz groźby, jak widać fanatyzm w tym kraju jest zaszczepiony bardzo głęboko, jeśli grozi się komuś tylko dlatego, że ma inny gust niż pozostali. I nie jest to nawet kwestia sposobu wyrażenia odmiennej opinii, bo nawet najdelikatniejszy mówca zostanie obrzucony łajnem, jeśli nie zgadza się z ogółem. Na szczęście w tej grupie znalazło się kilka osób, które zrozumiały mój punkt widzenia, oparty głównie o to, że zapach to tylko połowa sukcesu, reszta to opakowanie i tak zwany marketing.
Skoro omówiłem już marketing i oceniłem go na 2/10 tak teraz pora ocenić zapach.
Dior Homme to zapach, który ujął za serce miliony ludzi na całym świecie, jego delikatność i subtelność na pewno pomogły mu odnieść sukces w momencie, gdy na półkach królowały cytrusowe świeżaki, a swój prym zaczynały wieźć też słodkie siekiery.

Nie bez powodu znalazł wielu naśladowców (warto tu wspomnieć chociażby o bardzo ciekawym Armani Eau de Nuit, niezwykle wysublimowanym Valentino Uomo Intense i niezwykle uroczym Lalique Hommage).


Irys irysa irysem pogania.

Nie ukrywam, nie przepadam za tą konkretną nutą, ma ona w sobie pewną ziemistość, papierowość, która przypomina mi smród świeżo otwartej ryzy papieru (fuj). Podobnie pachnie dla mnie otwarcie Narciso Rodriguez for Him, a tą różnicą, że tam zapach jest dużo bardziej zintensyfikowany. Irys to akord, który ewidentnie moim zdaniem nie pachnie. Nie poznałem jeszcze męskich perfum z nutą irysa, które zachwyciłyby mnie od samego początku.
Wielu mówi, że jest tu pewna pudrowość i szminkowość. Pudrowość? Ok, zgadzam się. Szminkowość? Nie mam pojęcia jak pachnie szminka – nie mam takiego fetyszu (domyślam się, że wielu wysyłających mi groźby i obelgi właśnie z tym miały problem), ale jeśli wyobrażałbym sobie zapach szminki, to na pewno nie byłoby to co czuję od Diora Homme, prędzej byłby to zapach Van Cleef & Arpels Midnight in Paris.
Dalsza część trwania zapachu nie nastraja mnie bardziej optymistycznie. Moja skóra ewidentnie nie lubi tego zapachu i jest on ledwo wyczuwalny, nie projektuje, lub mój nos szybko się do niego przyzwyczaja. Brakuje tu zdecydowania jakimi charakteryzują się dawne i współczesne Powerhousy.


Trudno mi wyczuć tu wszystkie niuanse, ale pewien jestem, że wyczuwam subtelną nutę kakao, które zresztą znajduje się w spisie nut. Nie jest to jednak typowy zapach otwartego Deco Moreno. To delikatna i bardzo ostrożna ilość, jakby maluteńka szczypta w całej misce ciasta, które właśnie pieczecie. Rozświetlony ciepłem kakao DH zaczyna wreszcie jawić się jako zapach, który jestem w stanie zaakceptować.
Późniejsza część trwania zapachu staje się bardziej skórzana i choć nadal wytrawna, to nie znajdziemy tu skóry znanej z dzieł Toma Forda. To skóra delikatna, bardziej podszewka dobrego portfela niż cała skórzana kurtka.

Sami widzicie, że jawi się nam obraz zapachu raczej skrojonego pod dobrze dobrany garnitur niż dla kogoś ubranego w bluzę, joggersy czy nawet jeansy. Oczywiście nikt nie zabroni Wam używać go do mniej wyszukanych ubrań, jednak wtedy będzie wybrzmiewał karykaturalnie.

Zapach Fata(l) Morgana.
Wrócę jeszcze na chwilę do trwałości i projekcji. Czytałem o jego gigantycznej projekcji, jego długiej trwałości i o ile od kogoś innego potrafię wyczuć ten zapach. Ba, potrafię się nim nawet zachwycić. Tak na mnie zapach ten prawie nie istnieje. Nie wiem czy to kwestia ph, czy kwestia mojego nosa, który błyskawicznie przyzwyczaja się do tych męskich perfum. Podobną sytuacje obserwuję przy Lanvin Eclat d’Arpege. Kilka sekund po popsikaniu się nimi mój nos odmawia posłuszeństwa. Czuję jednocześnie świetnie to co jest dookoła, jednak nie czuję tego czym ja pachnę. Pytałem nawet czy inni czują ode mnie jakieś perfumy i odpowiedzi były mieszane od „wcale” (nawet po przyłożeniu nosa w moją skórę), po „średnio”.


Podsumowując: Dior Homme to zapach w mojej ocenie OK, nie zrobił na mniej wrażenia zapachu, który mógłbym nosić ze względu na irysową nutę i fakt, że zapach ten nie potrafi do końca się zdecydować do kogo jest kierowany.

Twórca kompozycji: Francois Demachy
Nuty głowy: lawenda, szałwia, bergamotka;
Nuty serca: kakao, irys, irys, irys, irys, bursztyn;
Nuty bazy: wetyweria, skóra, paczula

Rok: 2011
Ocena: naciągane 5/10


Jeśli podoba Ci się mój blog podziel się adresem do niego ze swoimi kochającymi zapachy przyjaciółmi.

 

08/03/2019 Autor wpisu: Mateusz Warzecha

Podziel się ze światem:

2 comments on “Dior Homme”

  1. Dariusz Ryba pisze:

    Witam. Byłoby szalenie miło widzieć więcej takich recenzji. Świetna robota!

    1. Mateusz Warzecha pisze:

      Dziękuję za miły komentarz Panie Dariuszu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up