Yves Saint Laurent Y edp

Jak spadać to z wysoka. Najwyraźniej taką strategię obrał sobie francuski gigant, który z prędkością karabinu maszynowego wydaje coraz to nowe flankery klasycznego i co tu dużo pisać – świetnego L’Homme.

Teraz to szaleństwo najwyraźniej dotyczyć będzie także miałkiego Y, które miało skierować markę w stronę zamożnej i jednocześnie młodej klienteli. Moim zdaniem cel ten nie został osiągnięty, ludzie kupujący Bleu de Chanel czy Dior Sauvage nagle nie pobiegła do perfumerii po flakonik Y.

  

Myślę, że dużą winę ponosi w tym pazerność YSL, który chyba większość budżetu wydał na flakon i kampanię reklamową, zapominając o najważniejszym, czyli zapachu. To jaki jest Y chyba każdy wie i opisywać tego gniota nie muszę. Liczyłem jednak, że YSL będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o tym smrodku i odpuścić dalszą jego produkcję, nic z tego. Najwyraźniej marketingowcy marki zamienili się z głupcami na rozum, bo niedawno na rynek wyszła wersja edp. Choć nie lubię pisać tyrad i w każdym zapachu staram się znaleźć dobre strony tak w tym przypadku nie mogę się powstrzymać. Dlaczego? Dlatego, że to legendarne YSL, ta sama marka która wypuściła Kourosa, Opium, M7 czy Jazz. Przy czym połowa z wymienionych została wycofana z produkcji i zastąpiona jakimiś popłuczynami w zunifikowanych flakonach.

    

  

To tym bardziej bolesne, z tego powodu, że po latach oczekiwania na coś nowego i fundamentalnego dostaliśmy słaby zapach zamknięty we flakonie rodem z jakiegoś Avonu. Rozumiem, gdyby ten zapach kosztował 50zł, jednak perfumerie liczą sobie za niego 10 razy tyle.

Sama woń jest w zasadzie trudna do opisania. Płaska, do bólu chemiczna i w zasadzie tak nudna, że gdyby przelać go do flakonu z wodą po goleniu jakiejś dyskontowej marki zastanawiałbym się czy wart jest wydania na niego dyszki.

Co więcej, ostatnio przeszedłem się do Sephory, gdzie chciałem przetestować ogródki Hermesa. Konsultantka była zaskoczona, że to unisex, ogólnie nie bardzo wiedziała, że unisexy istnieją (wstyd! To tak jakbym ja nie wiedział, że istnieją mieszkania, domy i wnętrza publiczne). Uznała więc, że spróbuje wcisnąć mi Y i jego zintensyfikowaną wersję opisując ją jako energetyczny zapach dla młodego faceta. Ja bym go opisał jako zapach dla kogoś komu wyprano mózg – za to zrobiono to bardzo energicznie.


Podsumowując: nie wiem kto chciałby tym pachnieć i dlaczego, oraz czemu ta osoba miałaby na to wydać swoje ciężko zarobione pieniądze. YSL sięgnąłeś dna. Gratulacje i proszę, jeśli masz iść na łatwiznę to nie wypuszczaj już żadnych męskich perfum na rynek, skup się na reaktywowaniu klasyków.

Twórca kompozycji: Dominique Ropion
Nuty głowy: bergamotka, imbir, jabłko;
Nuty serca: szałwia, jagody jałowca, geranium;
Nuty bazy: wetyweria, cedr, drzewo bursztynowe, fasolka tonka, olibanum

Rok: 2018
Ocena: 1/10


Jeśli podoba Ci się mój blog podziel się adresem do niego ze swoimi kochającymi zapachy przyjaciółmi.

 

10/12/2018 Autor wpisu: Mateusz Warzecha

Podziel się ze światem:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up