Cartier Declaration Parfum

Wieść o nowej wersji klasycznej Deklaracji odbiła się w świecie wielbicieli perfum szerokim echem. Moja radość również była gigantyczna. Od zawsze uważałem, że Cartier tworzy jedne z najlepszych kompozycji na świecie, a seria Declaration to potwierdzenie tego, że flankery nie musza być bezczelnym odcinaniem kuponów od genialnego protoplasty.

Wersja perfumowana powstała na 20 lecie wprowadzenia na rynek Declaration edt. Spoglądając na zdjęcia reklamowe można łatwo dostrzec, że zapach zamknięty został w gruncie rzeczy identycznym flakonie. Jednak dzięki zmianie koloru liternictwa, czy koloru cieczy nadal wygląda on świeżo i robi na mnie spektakularne wrażenie. Złota, piękna i mieniąca się niczym jakiś życiodajny eliksir. Co ciekawe, w rzeczywistości wygląda równie dobrze.

 

Obawiałem się tego, że Mathilde Laurent, tworząca od kilku lat linię Declaration zaprzepaści dzieło życia Jeana-Claude Elleny. Trudno jest bowiem wziąć na warsztat coś genialnego i nie pozbawić tego wyjątkowości. Trzeba przyznać, że to arcytrudne zadanie zostało wykonane przez Panią Laurent doskonale, tym samym wpisała się ona w nurt najznamienitszych twórców przebijając ostatnie dokonania swoich kolegów po fachu – także tych z dużo dłuższym stażem.

 

 

Sam zapach? Wydaje się, że bardziej skondensowana i cięższa (bo perfumowana) wersja klasycznej Deklaracji która dzięki zastąpieniu nut korzennych i kwiatowych przez nuty pieprzu. To dość istotna zmiana, gdyż dla wielu standardowa Deklaracja wydawała się zapachem fizjonomicznym i nie do końca przyjemnym (często czytałem o tym, że przypomina zapach potu). Tym razem więc wszyscy, których odrzucała wersja klasyczna mogą śmiało sprawdzić najnowszy zapach Cartiera. Mimo tego, że zapach jest cięższy niż wersja toaletowa to wydaje się być jednocześnie bardziej świetlisty i jeszcze bardziej elegancki. To dzięki pewnej kremowości, która przebija się tu i ówdzie przynosząc na myśl jakby bursztynowa poświatę. Możliwe, że to zasługa benzoesu, balsamu tolu i drzewa bursztynowego, które sprawiają, że całość nie jest tak ostra jak wersja edt.

 

Ponadto widzę tu duże nawiązania do wersji Essence, której zapach także przypomina bardziej zawiesinę, która ciągnie się za nosicielem niż zwiewny ogonek wersji toaletowej. Jeśli wiec jesteście w jej posiadaniu to dublowanie zapachu nie ma w tym wypadku sensu. Jeśli zaś dopiero zaczynacie przygodę z Declaration, to proponuje by EDP było drugim po EDT zapachem, który przetestujecie.

 

 

Podsumowując: Jakże podobna, a jakże odmienna wersja Declaration. Wydaje się dużo bardziej uwspółcześniona, a jednocześnie trzymająca się swojej tradycji.

Twórca kompozycji: Mathilde Laurent
Nuty głowy: gorzka pomarańcza;
Nuty serca: kardamon, przyprawy, kmin;
Nuty bazy: cedr, skóra, drzewo bursztynowe, wetyweria, benzoes, balsam tolu

Rok: 2018
Ocena: 9/10

Jeśli podoba Ci się mój blog podziel się adresem do niego ze swoimi kochającymi zapachy przyjaciółmi.

 

28/11/2018 Autor wpisu: Mateusz Warzecha

Podziel się ze światem:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up