Burberry London For Men

Witajcie w pierwszym artykule nowego roku!
Mam nadzieję, że poprzedni skończyliście perfumowo i tak samo zaczniecie ten nowy, czego Wam serdecznie życzę
!

Dziś przedstawię Wam jeden z moich ulubionych zimowych zapachów – Burberry London.
Otóż zapach ten wypuszczony został na rynek w roku 2006 i choć nie był żadnym novum to podbił szturmem serca klientów i do dziś nieustannie jest okrętem flagowym brytyjskiego domu mody jeśli chodzi o męskie perfumy. Nawet usilne próby stworzenia czegoś co zepchnie go z piedestału spełzły na niczym (warto tu wspomnieć Mr. Burberry).

Co zatem sprawia, że klienci tak pokochali Londyńczyka, a nowych wielbicieli ciągle przybywa?
Myślę, że to zasługa trzech kwestii: świetnie zmieszanej kompozycji, przystępnej ceny i opakowania.


Rzadko się zdarza, by jakiś zapach spełnił te trzy kryteria, zawsze jest jakieś „ale”. Tu nie ma żadnego.

fot. Mateusz Warzecha

Jak już wspomniałem, London kompozycyjnie odkrywczym zapachem nie był. Zmieszano tu bardzo sprawdzone i przemyślane nuty – tytoniu, cynamonu i skóry. Tytoniowców, cynamonowców i skórzaków na rynku było i nadal jest masa. Nie wszystkie są jednak skomponowane tak dostojnie i umiejętnie jak London.
Otwarcie przypomina mi zapach pierniczków nadziewanych wiśniową konfiturą. Trwa to dość długo, zależnie od dnia było to przynajmniej 2-3 godziny. Potem cynamonowa poświata znikała i zostawał słodki i bardzo wilgotny tytoń, do którego dołączała skóra. Ale nie zleżała, ciężka czy zużyta jak w Gucci Guilty Absolute. Raczej świeżo oprawiona, prawie że słodka niczym ta od Toma Forda. Możliwe, że to zasługa opoponaksu, niestety nie mam pojęcia jak składnik ten pachnie w naturze. Prawdopodobnie przypomina od zapach ambry. Tak więc zakładam, że on i drzewo gwajakowe mogą być przyczyną tego, że zapach ma bardzo ciepły wydźwięk.

W nutach jest jeszcze lawenda i bergamotka, nie są one jednak wcale wyczuwalne, stąd ich obecność stawiam pod wielkim znakiem zapytania.
Kompozycyjnie zapach stawiam gdzieś pomiędzy Man in Black a Spicebomb. Wyczuwam tutaj słodycz Spicebomba i subtelne skórzano-przyprawowe akordy MiB. Oczywiście nie są to zapachy jednakowe, aczkolwiek ich natura wydaje się być do siebie bardzo zbliżona.
Z tej trójki London wydaje się być jednak najbardziej uniwersalny, przystępny dla młodych jak i tych starszych użytkowników. Świetnie sprawdzi się do płaszcza, ale nie będzie raził założony do sweterka czy bluzy. Naturalnie będzie się czuł głównie w jesiennej i zimowej scenerii, gdy będzie otulał nosiciela.

Przez 13 lat rynkowego pobytu perfumy przeszły przynajmniej dwie reformulacje. Mój flakon z 2015 posiadał jeszcze bardzo dużą projekcję i trwałość. Spryskany rano dawało sobie jeszcze znać przynajmniej po 6 godzinach, by po około 8-10 godzinach osiąść blisko skóry. Flakony wyprodukowane w latach 2016 i 2017 posiadały już bardzo przeciętne parametry, na co żaliło się wielu użytkowników. Jednak rocznik 2018 przywrócił świetną trwałość i projekcję.
W związku z tym uważam, że London to zapach, przy którym liczy się umiejętna aplikacja i przewidzenie okazji na którą go ubieramy. Pamiętam, gdy na siłowni jeden z ćwiczących użył londyńczyka. Uwierzcie mi, że choć sam bardzo ten zapach lubię, tak poczułem się „zaczadzony” nim i to z odległości kilku metrów. Nie wiem co prawda, czy była to jego atomowa wówczas projekcja, czy przesadna aplikacja (podobne odczucia mam co do La Vie Est Belle – to również zapach, który wymaga ostrożnej aplikacji).

fot. Mateusz Warzecha

Kolejna kwestia to cena, za niewiele ponad 100 zł otrzymujecie 100 ml świetnych męskich perfum. Rzadko się zdarza, by za tak śmieszną kwotę można by kupić tak dobry zapach. Przy czym London nie razi syntetycznością, mógłby śmiało kosztować 2 razy więcej. Jeśli więc szukacie zapachu na zimę to chyba tylko Obsession mógłby z nim konkurować pod tym względem.

Co więcej: Burberry zdecydowało się na opakowanie Londona w typową dla marki kratkę wykonaną z prawdziwego materiału. Wygląda to lekko karykaturalnie, jednak jest świetnym zabiegiem stylistycznym pokazującym, że producentowi zależy na jakości, więc w środku pewnie też kryje się dobrej jakości produkt. Co jest oczywiście prawdą.

Podsumowując: Burberry London to lider w swojej zimowej kategorii. Jest to zapach kompletny i skończony, co zdarza się wyjątkowo rzadko w świecie perfum. Komu mogę go polecić? Myślę, że każdemu, świetnie sprawdzi się nawet w roli prezentu w ciemno.

Twórca kompozycji: Antoine Maisondieu
Rok: 2006
Nuty głowy: lawenda, bergamotka, cynamon;
Nuty serca: mimoza, skóra;
Nuty bazy: opoponaks, liść tytoniu, mech dębowy, drzewo gwajakowe
Kompozycja: 8/10
Trwałość: 8/10
Projekcja: 8/10
Ocena ogólna: 24/30

Jeśli podoba Ci się mój blog podziel się adresem do niego ze swoimi kochającymi zapachy przyjaciółmi.

02/01/2019   Autor wpisu: Mateusz Warzecha

Podziel się ze światem:

3 comments on “Burberry London For Men”

  1. Mateusz pisze:

    Wyczuwam spadek regularności dodawania postów :)
    Chwilowy przestój czy większa przerwa?

    Pozdr

  2. Mateusz pisze:

    Hej, kiedy nowe posty? Czekamy ;)

    1. Mateusz Warzecha pisze:

      Już wracam i nigdzie się nie ruszam, obiecuję! :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up